3 x WSCHÓD. Partnerstwo Wschodnie jako projekt kulturowy

Wiele lat zabrało Europejczykom zrozumienie, że budowanie kontynentalnej federacji nie może opierać się jedynie na „wspólnocie węgla i stali”. Nie byłoby dzisiaj tak głębokiego kryzysu społeczeństwa wielokulturowego, takiej bezradności wobec wojen w byłej Jugosławii, takich problemów z tożsamością i wspólnotowością spadkobierców Rewolucji Francuskiej i dwudziestowiecznych totalitaryzmów, gdyby Unia Europejska od początku rozumiana była jako projekt również kulturowy.

Traktowanie kultury jako domeny wyłącznie państw narodowych i jej zmarginalizowanie poprzez wykluczenie z wymiaru ogólnoeuropejskiego wynikało zarówno z lęków i słabości spowodowanych zapaścią cywilizacyjną po dwóch wojnach światowych, jak również ciągle silnie pokutującym na starym kontynencie nacjonalizmem uniemożliwiającym budowanie takiej przyszłościowej strategii, która wykraczałaby poza wspólnotę interesów gospodarczych, a potem także politycznych. Juliusz Mieroszewski projektując swój „komitet obrony resztek europejskiego kontynentu” jeszcze w latach pięćdziesiątych, kiedy projektowano dopiero utworzenie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, przestrzegał: “Jeżeli narody europejskie (…) nie zrewidują swoich przedpotopowych poglądów i nie zdobędą się na jedynie słuszny i nowoczesny punkt widzenia: EUROPA PRZEDE WSZYSTKIM! – przewidywać należy całkowitą katastrofę. (…) Politycy małych i średnich narodów (…) są w swej tępocie zdrajcami Europy. Albowiem mamy przed sobą tylko dwie możliwości: Europa sfederalizowana albo Europa satelicka”.

Słowa Mieroszewskiego z upływem czasu tylko nabrały aktualności. Także na „satelickim”, a więc ciągle niesfederalizowanym wschodzie Europy. Czy rodzące się na naszych oczach Partnerstwo Wschodnie, nowe ramię Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, ma szansę ustrzec się błędów Unii Europejskiej? A może właściwiej byłoby inaczej sformułować to pytanie: Czy stać nas, obywateli państw, które niedawno wyzwoliły się z obręczy zniewolenia socjalistycznego „obozu przyjaźni”, na przezwyciężenie resentymentów historycznych oraz słabości wynikających z kompleksu zapóźnienia i krótkiej lub nieciągłej tradycji samostanowienia, by budować Partnerstwo Wschodnie od początku także jako wspólny projekt kulturowy? Adresatem nieco tylko inaczej sformułowanego pytania powinni być obywatele państw z drugiej strony muru berlińskiego: Czy Europę stać dzisiaj na realizację programu sąsiedzkiego partnerstwa, który nie marginalizowałby kultury czyniąc z niej domenę jedynie państw narodowych i nie znajdując dla niej miejsca w długofalowej strategii budowania partnerskiego sąsiedztwa? Zaznaczmy na marginesie, że „projekt kulturowy”, o którym tu piszemy, nie kwestionuje wagi kultury narodowej i odpowiedzialności państwa za nią; kwestionuje natomiast wyłączność takiego traktowania kultury i pozbawienie jej przez to możliwości realizowania się w wymiarze ponadnarodowym, w omawianym tu kontekście szczególnie w wymiarze europejskim.

Dlaczego Partnerstwo Wschodnie powinno być także, i od samego początku, projektem kulturowym? Nie jest łatwo powiedzieć za Mieroszewskim „EUROPA PRZEDE WSZYSTKIM!” w Ukrainie, Białorusi, Mołdawii, Armenii, Gruzji i Azerbejdżanie. Chcielibyśmy, podobnie jak Londyńczyk, słyszeć te słowa również w Rosji, a także – czego on nie brał jeszcze wtedy pod uwagę – w Turcji. Oczywistym jest, że legitymizować je może projekt polityczny i współpraca gospodarcza. Równie oczywistym jest wszakże i to, że bez odniesienia do dziedzictwa kulturowego, a także tworzenia nowej tradycji kulturowej, słowom tym brakować będzie autentyczności i przełożenia na to, co rzeczywiste. Jeżeli tekst czeskiej prezydencji z 29 kwietnia 2009 roku odnosi się do 27 krajów Unii Europejskiej oraz państw objętych Partnerstwem Wschodnim, włączając w to Kaukaz Południowy, jako do „państw europejskich”, to jest to śmiały, dla niektórych kontrowersyjny wyraz ważnej strategii politycznej. Tym bardziej niewybaczalnym przeoczeniem w realizacji tej strategii byłoby nieuwzględnienie wsparcia jakiego może jej udzielić aspekt kulturowy. Jest bowiem niepodważalne, że zarówno w wymiarze historycznym, jak i współczesnych ambicji cywilizacyjnych kraje Partnerstwa Wschodniego są częścią kultury europejskiej. W tekście zamieszczonym na stronie polskiego MSZ pt. „Partnerstwo Wschodnie Unii Europejskiej kluczem do relacji z Rosją” Radosław Sikorski podkreśla, że „nowi wschodni sąsiedzi UE należą do Europy nie tylko w sensie geograficznym, ale także dlatego, że ich obywatele uważają siebie za Europejczyków za względu na wartość wspólnego doświadczenia i kultury, by nie wspomnieć o ich głównie chrześcijańskich korzeniach.”

Na szczycie w Pradze dały o sobie znać kwestie sporne, które w przyszłości mogą stać na przeszkodzie czy też w poważnym stopniu utrudniać realizację Partnerstwa Wschodniego. Gruzji i Azerbejdżanowi nie udało się przeforsować klauzuli o tym, że uczestniczące w szczycie 33 państwa powinny respektować „integralność terytorialną” innych członków partnerstwa. Z kolei, przywołując uznanie przez Białoruś Osetii Południowej i Abchazji jako niezależnych państw, poruszano kwestię nieprzestrzegania „zasad i norm prawa międzynarodowego”. Dowiedzieliśmy się, że Rosji nie w smak jest powstawanie takiego partnerstwa. A także i tego, że 42% Ukraińców chce integracji z Rosją, a tylko 34% z Unią Europejską. Te i podobne fakty to jedynie objawy szerszych obszarów trudności, zamrożonych konfliktów i kontrowersji, często zakorzenionych w przeszłości, z którymi zmierzyć się musi Partnerstwo Wschodnie. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że do ich rozstrzygania delegowane są wyłącznie „twarde” narzędzia działania. Ale jest to niebezpieczne przyzwyczajenie. Lekcja pogranicza izraelsko-palestyńskiego czy jugosłowiańskiego uczy czym to grozi – wiecznie tlącym się problemem, którego rozwiązywania „twarde” narzędzia nie potrafią nigdy doprowadzić do końca, w związku z czym, często z bezradności i desperacji, zostają uruchomione – zawsze za późno i wiecznie niedoinwestowane – narzędzia „miękkie”, w tym kultura i edukacja. Także dlatego Partnerstwo Wschodnie od początku powinno być projektem kulturowym.

Obiekcje, jakie pojawiły się po przyjęciu przez UE polsko-szwedzkiej inicjatywy, dotyczyły m. in. obawy, że Partnerstwo Wschodnie może być dla sześciu państw tzw. Wymiaru Wschodniego jedynie „ofertą zastępczą”, czymś w zamian za członkostwo w Unii, do którego niektóre z nich (Gruzja i Ukraina, w sferze formalnych deklaracji także Mołdawia i Azerbejdżan) aspirują. Obawie tej dawała wyraz zwłaszcza Ukraina. Z drugiej strony odezwały się głosy „starych” członków UE wyrażające obawę, że nazywanie tych sześciu państw „europejskimi” może sugerować, że uczestnictwo w PW zakłada automatycznie ich przyszłą akcesję do EU. Choć pragnęlibyśmy, aby ta akcesja w bliższej lub dalszej perspektywie stała się faktem, nie możemy lekceważyć głosów tych Europejczyków, którzy zdradzają swe obawy w tej materii, więcej: powinniśmy robić wszystko, aby głosów tych nie przybywało. Również w tym kontekście projekt kulturowy jawi się jako jeden z pierwszych, który bez paraliżujących często ograniczeń, jakimi poddana musi być sfera polityczna, może się dynamicznie rozwijać w przestrzeni Partnerstwa Wschodniego, efektywnie pracując nad realnością dobrego sąsiedztwa w Europie.

Czy istnieje szansa aby Partnerstwo Wschodnie przybrało postać projektu kulturowego? W głównych celach PW wymienia się ustanowienie politycznego stowarzyszenia, stworzenie stref wolnego handlu, liberalizację reżimu wizowego, współpracę w zakresie bezpieczeństwa energetycznego. Zatem nie mamy tutaj perspektywy ograniczonej wyłącznie do „węgla i stali”. Postulat utworzenia struktury współpracy wielostronnej jako jedną z czterech platform tematycznych wymienia platformę do spraw kontaktów międzyludzkich. Pole dla działań kulturowych otwiera się również w dziedzinie rozwiązywania konfliktów. Pominięcie w PW tzw. „twardej” agendy bezpieczeństwa (desecuritization) stwarza szansę na oddziaływanie UE w regionach konfliktu, takich jak Kaukaz Południowy, jako tzw. „miękka siła”. Projekt kulturowy skoncentrowany m. in. na budowaniu zaufania między partnerami, dialogu międzykulturowym, budowaniu i wzmacnianiu struktur społeczeństwa obywatelskiego, upowszechnianiu krytycznej refleksji historycznej i przywracaniu „dobrej pamięci”, poza wszystkim innym przyczyniłby się znacznie do wzrostu bezpieczeństwa w regionach konfliktu.

Angela Merkel na szczycie w Pradze powiedziała, że „Partnerstwo Wschodnie jest równie ważne jak Unia dla Śródziemnomorza” (EUROMED). Odniosła się w ten sposób do innego projektu w ramach Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, zainicjowanego na szczycie w Paryżu w lipcu 2008 roku, który w praktyce jest kontynuacją tzw. procesu barcelońskiego istniejącego w UE od 1995 roku. Dla nas odniesienie poczynione przez kanclerz Niemiec jest o tyle istotne, że proces barceloński od samego początku w swojej strategii sąsiedzkiego partnerstwa przywiązywał dużą wagę do aspektu kulturowego. Opierała się ona na trzech podstawowych „koszykach” problemowych: ekonomicznym, politycznym i kulturowym. Filozofia ta jest kontynuowana przez EUROMED, którego integralną częścią są m. in. Fundacja im. Anny Lindh dedykowana udziałowi obywateli w partnerstwie i dialogowi międzykulturowemu oraz Uniwersytet Eurośródziemnomorski w słoweńskim Piranie.

Śródziemnomorze ucieka nam do przodu znajdując dla kultury istotne miejsce w swojej strategii rozwojowej, spore środki finansowe oraz poważne przedsięwzięcia do realizacji. Warto jednak zauważyć, że Partnerstwo Wschodnie już poczyniło pierwsze kroki zapowiadające jego rozwój i perspektywę jako projektu kulturowego. Dobrym prognostykiem na przyszłość była inauguracja w przeddzień szczytu w Pradze i pod auspicjami czeskiej prezydencji Forum Obywatelskiego Partnerstwa Wschodniego. Podkreślono na nim, że europejska współpraca sąsiedzka powinna opierać się na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, wymianie studentów, wspólnych programach kulturalnych i naukowo-badawczych, zaangażowaniu w rozwój społeczeństwa informacyjnego i niezależnych ośrodków masowego przekazu. Linię Forum Obywatelskiego znakomicie rozwinęła konferencja „Go East!” zorganizowana w Warszawie w grudniu 2009 roku. Prowadzona w czterech językach (ukraińskim, rosyjskim, angielskim i polskim) znakomicie zawiązała dialog i wymianę wiedzy o najlepszych praktykach między liderami organizacji pozarządowych, animatorami kultury i samorządowcami. Za motyw przewodni tej debaty można uznać słowa przywołane przez Rachmana Badałowa z Azerbejdżanu: „W postindustrialnym świecie dziedzina kultury zmienia się z intruza gospodarki w podstawową siłę napędzającą społeczeństwa. Najważniejszą nauką XXI stulecia będzie nauka zarządzania procesami społeczno-kulturalnymi”.

Co powinniśmy zrobić, aby Partnerstwo Wschodnie budowane było jako projekt kulturowy, który europejskiej polityce sąsiedztwa nadaje wiarygodności i dynamiki rozwojowej? Odnosząc się do tego pytania/wyzwania z perspektywy polskiej i rozumiejąc kulturę szeroko, jako materię złożoną z warstw tożsamości, twórczych poszukiwań artystycznych, wyborów światopoglądowych, pamięci historycznej i aspiracji cywilizacyjnych, powinniśmy zdać sobie sprawę, że stoi przed nami zadanie przewartościowania, odkrycia na nowo i zintegrowania Wschodu na trzech płaszczyznach: krajowej, sąsiedzkiej i europejskiej.

Wschód na płaszczyźnie krajowej to nasz kompleks prowincji pomiędzy Wisłą a Bugiem, dystansu cywilizacyjnego pomiędzy zachodnią Polską A i wschodnią Polską B. Wbrew nadziejom z początku okresu transformacji na wyrównywanie szans dystans ten pogłębia się. Coraz głośniejsze są głosy tych ekonomistów, którzy postulują inwestowanie w Polskę A kosztem regionów słabszych, które kiedyś (może) zostaną pociągnięte w górę przez tych, którzy wzbogacą się dzięki ukierunkowanej ekonomicznie polityce uprzywilejowania. W odpowiedzi na realność ugruntowania się „polskiego kompleksu Wschodu”, którego niebezpieczne konsekwencje dla kraju nie trudno przewidzieć, zespół ekspertów pod kierunkiem Michała Boniego w raporcie „Polska 2030. Wyzwania rozwojowe” postuluje jako rozwojowy w perspektywie najbliższych dwóch dekad model polaryzacyjno-dyfuzyjny. Opiera się on na założeniu, że „obok wspierania biegunów wzrostów (czyli procesów polaryzacyjnych), trzeba przede wszystkim stworzyć warunki dla dyfuzji – tego wszystkiego, co będzie sprzyjało wyrównywaniu szans edukacyjnych, zwiększało dostępność transportową każdego miejsca w kraju, likwidowało groźbę wykluczenia cyfrowego, poprawiało poziom integracji społecznej, budowało solidarność pokoleń, dawało poczucie możliwości urzeczywistnienia własnych aspiracji.” Dyfuzja może być skutecznie realizowana przez tworzenie przestrzeni dla indywidualnych strategii wyboru wschodnich regionów, umożliwiających budowanie własnego potencjału rozwojowego, dzięki czemu „może zwiększyć się ich atrakcyjność, co doprowadzi do silniejszych funkcjonalnych powiązań z liderami wzrostu”. Otóż w kontekście naszych rozważań wydaje się, że taką strategią uruchamiającą własny potencjał rozwojowy wschodniej Polski jest jej zaangażowanie się w Partnerstwo Wschodnie. Inaczej mówiąc polskie członkostwo w PW powinno być oparte m. in. na wyzwoleniu potencjału regionów i miast pogranicza. Polski kompleks Wschodu powinien się przemienić we wschodnią kompetencję. Regiony i miasta pragnące tą kompetencję pogłębiać i doskonalić powinny otrzymać na to wsparcie zarówno państwa jak i UE, by móc w tej dziedzinie inwestować, tworzyć struktury, instytucje i inne nowoczesne narzędzia do jej realizacji, co w efekcie może z nich uczynić autentycznie zaangażowanych i kompetentnych animatorów Partnerstwa Wschodniego.

Wschód na płaszczyźnie sąsiedzkiej to cały zestaw spraw i kontrowersji związanych z obecnością Polski, a zwłaszcza kultury polskiej na Wschodzie, w tym na ziemiach należących dzisiaj do państw członkowskich Partnerstwa Wschodniego. Od początku istnienia PW pojawiały się głosy zaniepokojenia, że ta nowa inicjatywa Warszawy i Sztokholmu w UE może stanowić kolejną próbę „kolonializacji” Wschodu ze strony Rzeczpospolitej. Niezależnie od tego, jak „irracjonalne” wydawałyby nam się tego rodzaju lęki naszych wschodnich sąsiadów, musimy być świadomi, że mają one swe źródło w historycznej dominacji Polski na tych obszarach, w asymilacji do kultury polskiej elit sąsiednich narodów, w często paternalistycznym do nich stosunku, w kulturowym wywyższaniu się, połączonym z nikłą znajomością języków i kultur wschodnich sąsiadów. Także ze strony Polski jej obecność na Wschodzie ciągnie za sobą smugę cienia – pamięć konfliktów etnicznych, wyznaniowych i klasowych, deportacji na dalszy Wschód i „repatriacji” na Zachód, utraty majątków i wykorzenienia. Tworząc podwaliny pod nowa politykę sąsiedztwa trudno udawać, że nie dostrzegamy tego bagażu trudnych i bolesnych spraw, które pozostawiła nam w spadku historia. Zaczynając od siebie rozumiemy, że Polacy zdobyć się muszą na krytyczną refleksję historyczną i przezwyciężyć mit kresowy, przez ich sąsiadów uznawany za mocarstwowy i wrogi ich narodowym aspiracjom emancypacyjnym, mitem pogranicza, partnerskim i ucieleśniającym w naszej wspólnej wielowiekowej tradycji to, co dzisiaj w Europie określa się jako dialog międzykulturowy. Wiele w tej materii zostało już przez nas zrobione, zwłaszcza dzięki środowisku paryskiej „Kultury”. Ale zirytowalibyśmy tylko Jerzego Giedroycia, gdybyśmy uznali, że wszystko zostało w tej dziedzinie zrobione, a tym bardziej gdybyśmy orzekli: teraz niech inni to robią. Partnerstwo Wschodnie to nowe otwarcie w tej materii i wielka szansa na stworzenie nowoczesnej realizacji etosu pogranicza.

Wschód na płaszczyźnie europejskiej to Polska jako konstruktor europejskiej polityki zagranicznej, Europejskiej Polityki Sąsiedztwa czy też europejskiego projektu kulturowego. To nie przypadek, że Partnerstwo Wschodnie jest pierwszą tak poważną i z sukcesem rozpoczętą inicjatywą w Unii Europejskiej. Nasze wschodnie sąsiedztwo, satelickie, niesfederalizowane, oddzielone od Europy linią Schengen, to w istocie nasz, Polski, prawdziwie europejski test. Swoją europejskość kształtujemy dzisiaj w Brukseli czy Strasburgu, ale może w większym jeszcze stopniu na wschodzie Europy, na pograniczach z Rosją i Turcją. Zabrzmi to może paradoksalnie, ale to Wschód czyni nas współczesnymi Europejczykami. To jest nasza tożsamość, nasza licentia poetica w Unii Europejskiej, nasz ponadnarodowy horyzont, nasze pole walki z własnym resentymentem i historycznymi fantazmatami, nasz kompleks zamieniony w kompetencję, nasza indywidualna strategia rozwojowa, nasz głos słyszalny w metropoliach Zachodu.

Podsumowując: bez przełamania kompleksu Polski wschodniej, bez przezwyciężenia paternalistycznego stosunku do naszych wschodnich sąsiadów oraz bez podmiotowego usytuowania siebie w Europejskości Polska i jej obywatele nie będą zdolni do budowania Partnerstwa Wschodniego jako projektu kulturowego.

Krzysztof Czyżewski

3 x WSCHÓD. Partnerstwo Wschodnie jako projekt kulturowy